11 listopada 2011 roku - ROZRYWKOWY NAJAZD NA TEATR ROZRYWKI W CHORZOWIE

 

Niespokojnych o nasz Rozrywkowy najazd na Teatr Rozrywki w Chorzowie w Święto Niepodległości uspakajamy.

Wróciliśmy cali i zdrowi i pełni najwyższej gotowości intelektualnej dla działań dalszych.

Być może gdzieś w drodze powrotnej do Ustronia zauważył nas jakiś radar, a widzieliśmy też po drodze jeden patrol z wycelowaną w nas suszarką, ale ……. ale wydaje się, że nieznaczne przekraczanie szybkości obowiązującej, a to dlatego, że zajęci byliśmy myślami o tym co przeżyliśmy,  nie będzie powodem dla wszczynania dość pracochłonnej procedury ścigania sprawców wykroczeń nie zagrażających nikomu a trzeba przypomnieć, że wracaliśmy w dniu, gdy media, tu powtarzam media, czyli władza aktualnie i do końca świata najwyższa - skupiła się w tym dniu  na ekscesach w Warszawie, na manifestacjach postaw niby patriotycznych, oczywiście co podkreślam, nie na naszym terenie działania, ale w Warszawie.

Tu muszę dodać, że nasze działania, jako Rady zbójnickiej i Starszyzny zbójnickiej bywają efektowne a od jakiegoś czasu nikogo już nie gorszące, ale nigdy nie zagrażały porządkowi publicznemu. Ingres trombity, przemarsz z nieznaną wszystkim w Ustroniu trombitą był dla nas ostrzeżeniem, że trzeba zawsze, gdy działa się w miejscach publicznych - na bieżąco mieć kontakt z Policją. Dzięki takiej postawie jesteśmy tolerowani.

Ten dość długi wstęp, za który przepraszam, jest odreagowaniem, można powiedzieć, że moim,  ale jestem przekonany że nie tylko moim, jest protestem, na smutną konstatację, że nasz prześwietny Napad zbójnicki, nie odniósł żadnego medialnego sukcesu   –  a  powinien  oczywiście.   Chamstwo  skupia  jednak większą uwagę.

Co nie znaczy, ze myśleliśmy, że media czekać będą na nas. Nasz wyjazd był improwizacją wielką. Myśleliśmy, że to media zauważą premierę „Filozofii po góralsku” wg  ks. prof. Józefa Tischnera. Myliliśmy się.

Chociaż w niedzielę okazało się, ze wzmianka o premierze była w Teleexpresie.

Nasz najazd na Teatr rozrywki nie był przypadkowy.

Gdy nasz Najpotężniejszy zbójnik dr Andrzej Wojcieszek, znany nie tylko z racji swojego zawodu mieszkaniec Górnego Śląska  a w weekendy aktywny obywatel Ustronia zauważył informację o tej premierze, natychmiast powiadomił Wielkiego Zbójnika a ten Radę Zbójnicką i spowodował kolejny ferment intelektualny. Co ważne – Najpotężniejszy zdążył zakupić zawczasu na premierę 4 bilety i tym postawił nas pod ścianą.

Przygotowano więc i gładki uniwersalny tekst dyplomu na tą okoliczność. Niezawodny Zbyszek Niemiec Zbójnik i Gazda grafik przygotował stosowny oprawę graficzną dyplomu. Marek Rembierz Zbójnik, Gazda filozof, Doktor nieobadany złożył nam deklarację, ze będzie przygotowany na każdą intelektualną niespodziankę i że zdąży z wykładów na Słowacji. Brakowało nam do składu dokumentalisty tego zdarzenia i tu niespodziewanie w ostatniej chwili zgłosił się Ryszard Mazur - Starszy zbójnik. który jak tu widać nie ma jeszcze stosownego dodatku do tytułu, ale wyraźnie na to czeka. Tenże Ryszard wyjechał przed wyjazdem do Wisły, by do swojego gorolskiego stroju wypożyczyć gunie i to aż spod Baraniej Góry. Wybrałem się z nim i zobaczyłem z tego miejsca nie tylko przepiekną tajemniczą Czantorię, ale i okazały widok na Zamek Prezydenta Rzeczypospolitej na Zadnim Groniu.

Nasz wyjazd był bardzo tajemniczy i wzbudzał nie tylko u nas ale i w otoczeniu dużo pytań i niepokój. Zdaje się, że i Lusia i Lola, absorbujące według mnie nadmiernie naszego niedocenionego Starostoburmistrza Andrzeja Georga ,były niespokojne tego  wieczoru,   a  trzeba przypomnieć,  że  w/w  jest głównym a więc Wielkim Rewizorem Gromady Górali i obserwuje nasze poczynania z boku, by nie był posądzany o wpływanie na pracę Rady Zbójnickiej. Natomiast czasami życzliwy nam Pon Redaktor był szczęśliwy, że ryzykowne wydarzenie nie będzie mało miejsca w Ustroniu, chociaż gdyby zdarzyła się jakaś wpadka, to umieściłby wtedy stosowną  notatkę w swojej prywatnej Gazecie.

Zdecydowana poinformowana większość zbójników i górali zachowywała pozorny spokój, czekając na rozwój wypadków.

Oczywiście, że nasz wyjazd a raczej najazd był bardzo ryzykowny. Nie wiedzieliśmy jak dostosowane zostaną do spektaklu piękne i głębokie i filozoficzne i góralskie myśli ś.p. ks. prof. Józefa Tischnera. Miejsce wystawienia,  pod nazwą Teatr Rozrywki też budził nasz niepokój.

Ja osobiście miałem w głowie osobistą interpretację tekstu ks. Tischnera, który swego czasu kilka razy dla swojej przyjemności czytałem.

Do Chorzowa dotarliśmy szczęśliwie, a spotykaliśmy po drodze odcinki śliskie.  

Gdy zjawiliśmy się w naszych strojach w teatrze, okazało się, ze wzbudziliśmy niepokój dyrektora teatru Dariusza Miłkowskiego jak i reżysera, bo ten ostatni był bardzo spięty i zajęty myślami tylko o premierze. Nie pomogły nam przechwalanki, ze jesteśmy naprawdę świetni i tylko podniesiemy prestiż tego wydarzenia. Reżyser Bogdan Ciosek wyglądał mi na sztywniaka.

Nie tak to sobie wymarzyliśmy, ale zachowaliśmy zbójnicki spokój. Postanowiliśmy czekać na rozwój wypadków.

Wzbudzaliśmy natomiast żywe zainteresowanie teatromanów, którzy zjawili się na premierze. Byli przekonani, że i my w stosownej chwili wystąpimy na scenie. Oj, ile razy musieliśmy przytomnie reagować na żartobliwe uwagi, Ci którzy nas znają dobrze, wiedzą, że oprócz ostrych narzędzi zbójnickich mamy też cięty język. Cierpliwie tłumaczyliśmy, ze to co momy ze sobą to nie ciupagi, ale obuszki.

Już będąc na widowni widzowie z ulgą odetchnęli, gdy zdjęliśmy swoje kłobuki (kapelusze) i odłożyliśmy broń.  

W trakcie antraktu udało się uzgodnić już pewne szczegóły naszego happeningu (teraz to się nazywa event) z dyrektorem. Widać było, ze zdobyliśmy uznanie, że siedzieliśmy cicho.

Doktor nieobadany robił sobie po ciemku jakieś notatki, przygotowując się do roli głównej. Reszta zbójników miała większy komfort.

Spektakl był świetny. Brawa bardzo długie.

Udaliśmy się wiec do miejsca skupiającego widzów (to się jakoś nazywa po francusku, foie, bo czyta się to fuaje).

Spokojnie czekaliśmy na pojawienie się bohaterów tego wieczoru. Zjawili się. Aktorzy w stylizowanych podhalańskich strojach ( Jacenty Jędrusik, Maria Meyer, Anna Ratajczak) zareagowali na nasz widok spontanicznie. Trzeba było nawet trochę towarzystwo uspokoić.

Wtedy wystąpił ze stosowną błyskotliwą mową prowodyr Najazdu, czyli Najpotężniejszy Zbójnik, który wręczył aktorowi Jacentemu Jędrusikowi  swój osobisty obuszek. Potem zabrał głos nasz znakomity mówca Gazda filozof. Totalnie mnie zaskoczył. Wiedziałem, że zna się na filozofii, ma obcykanego Tischnera, bo słuchaliśmy i czytaliśmy naszego Gazde filozofa, zna się jak mało kto na polityce, na plastyce i ma w małym paluszku wiele innych  tematów,  ale   takiej znajomości  reżyserii, znajomości spraw warsztatu teatralnego, tego się po nim nie spodziewałem i nikt się nie spodziewał. To był dla obecnych szok.

Ale nie koniec wzruszeń i niepodzianek.

Mający spełniać rolę dokumentalisty  Starszy zbójnik mając w ręce nasz dyplom uznania, nie tylko go odczytał błyskotliwie okraszając tekst drobnym komentarzem ale popisał się przemową w gwarze naszej góralskiej, lekko akomodowaną do gwary śląskiej.

Wszyscy byliśmy zachwyceni i zadowoleni. Atmosfera wspaniała Wzniesiono toasty i częstowano się  wyrobami  cukierniczymi  (były  też  kołocze). Zastaliśmy przyjaciółmi wszystkich obecnych. Najpotężniejszy spotkał koleżanki, które nie poznały go w tym stroju, Doktor nieobadany wdał się w namiętną dyskusję z reżyserem, który jak się okazało, był studentem ks. prof. J.Tischnera. Starszy zbójnik dokumentował wszystko. Natomiast do mnie zgłosiła się pani (dodaję od razu, ze starsza pani, żeby nie było niepokoju ze strony czytających ten tekst moich fanek), która przypomniała mnie sobie z Święta baraniny i Festiwalu Kuchni Beskidzkiej. Rozmowy wydawały się nie mieć końca.

Wydawało mi się, że będziemy szukali noclegu, ale na szczęście Doktor filozof nieobadany przypomniał sobie o swojej Marysi. Podróż powrotną już opisałem, ale muszę dodać, że niestety mój kultowy „Rzym nad Tybrem” był zamknięty, a że nie używam farmakologicznych środków nasennych, długo czytałem po raz kolejny „Filozofię po góralsku”.

To tyle moi roztopili ludeczkowie.

Jan Sztefek Wielki Zbójnik

 

Udział w powyższym happeningu wg alfabetu wzięli:

Ryszard Mazur – Starszy Zbójnik, Marek Rembierz – Zbójnik, Gazda Filozof, Doktor nieobadany, Jan Sztefek – Wielki Zbójnik i Andrzej Wojcieszek – Najpotężniejszy Zbójnik, Doktor lewatywa etc, etc.

Relacja fotograficzna: Ryszard Mazur.

Ps. Zdaje się, dr Marek Rembierz też coś na temat tego najazdu napisze o czym Was poinformuję.

 

ZOBACZ ZDJĘCIA