8 maja 2011 roku - MIJYSZANI OWIEC NA STECÓWCE

 

W niedzielę 8 maja 2010 r. odbyło się kolejne „Miyszani łowiec na Stecówce”. Starodawne zwyczaje kultywuje niezastąpiony w tej roli gazda, wojewoda wołoski Henryk Kukuczka, który  w  tym  roku  miał  znakomitych  gości  w  tym  starostę  cieszyńskiego  Czesława  Gluzę,  naukowców  związanych z owczarstwem z Czech i Słowacji.  Impreza  ściągnęła  wielu  fanów  góralszczyzny  a  i  zespoły  góralskie:  „Wałasi”  Zbyszka  Wałacha  z  Otkiem  Kantorem, „Jetelinka”, „Mali zgrapianie” i niespodziewanie „Gronie”.

Zdjęcia w galerii: Henryk Brachaczek i Jan Sztefek

 

Owce wymieszane, czas na wypas

http://wiadomosci.ox.pl/wiadomosc,16317,owce-wymieszane,-czas-na-wypas.html

Mieszanie owiec pochodzących od różnych właścicieli w jedno stado, które paść będzie się wspólnie - oto sens starej tradycji pasterskiej kultywowanej na terenie Trójwsi.  Rozpoczęcie sezonu pasterskiego na Stecówce miało miejsce wczoraj (08.05.11).

Mijyszani polega na połączeniu stad, pochodzących z różnych regionów i należących do różnych baców. Tworzą one jedno stado, któremu będzie przewodzić jedna owca, licówka, która poprowadzi stado.  Jest  to  zwyczaj,  który  rozpoczyna  sezon  pasterski,  wtedy  też  dokonuje  się  pierwszego  udoju, z którego baca robi pierwszy ser: - Łączenie stad to po prostu dla ich właścicieli oszczędność zmartwień i czasu. Zwierzęta powierzane są jednemu owczarzowi (na Podhalu nazywa się bacą), który dba o ich wypas przez 150 dni, do świętego Michała we wrześniu, kiedy następuje rozchod - mówi Portalowi OX.PL Henryk Kukuczka, organizator imprezy i baca zajmujący się agroturystyką i pasterstwem.

Nawet najstarsi górale nie pamiętają już początków zwyczaju mijyszania, szacuje się, że ma on ponad  350  lat .  Wypasanie  owiec  w  Beskidach  to spuścizna Wołochów (grupa etniczna z Półwyspu Bałkańskiego), którzy pojawili się na tych terenach w XV wieku. Aż do XIX wieku po beskidzkich halach pasły się nieprzebrane stada owiec. Potem zwyczaj zaczął powoli zanikać, pasterstwo prawie zupełnie zamarło na terenie Trójwsi. Dopiero w 2002 roku grupa gospodarzy postanowiła reaktywować zwyczaj. Zakupili owce górskie, rozpoczęły się wypasy i mijyszani: - Staramy się, żeby obyczaj pozostał, żeby pasterstwo się rozwijało, żeby było tak, jak kiedyś, gdy owce wypasano u nas ogromnymi stadami - tłumaczy Kukuczka.

W ubiegłą niedzielę było tak, jak przed wiekami. Na początku Henryk Kukuczka, zagrał na trombicie, dając sygnał gazdom, by przyprowadzili owce na sałasz: - Wszystko było tradycyjnie: okadzanie kosiorów zielem zbieranym w zeszłym roku i święconym na Matki Boskiej Gromnicznej, zapalanie ogniska od drewna poświęconego w Wielki Czwartek, święcenie, obchodzenie smereczka - opisuje owczarz.

Pogoda dopisała i na Stecówce zjawiło się sporo widzów i gazdów z owcami: - Na pewno było ponad 180 owiec z naszych rejonów - Trójwsi i Wisły Czarnego i Malinki. Z roku na rok jest ich więcej - mówi Kukuczka: - Teraz owieczki czeka wędrówka z pastwiska na Stecówce, na Złoty Groń, potem na Pietraszonkę,  następnie do Wisły (końcem lipca, początkiem sierpnia) i z powrotem na Złoty Groń, Stecówkę... A jak dożyjemy to za rok znów spotkamy się na dziesiątym, jubbileuszowym mijyszaniu - obiecuje góral.

NG

 

Stecówka: Wypas owiec czas zacząć

http://www.gazetacodzienna.pl/index.php?p=wwiad&id=5493

Niedzielne "miyszani" owiec było okazją do zaznajomienia się z tradycją ale także do zaobserwowania jak wypas owiec wygląda obecnie.

"Kto ma owce, ten ma co chce" – mówi popularne przysłowie. Mimo, że dzisiaj wypas owiec na beskidzkich halach jest już rzadkością, są tacy, którzy starają się wskrzesić tę tradycję. Jednym z nich jest Henryk Kukuczka ze Stecówki, który w ubiegłą niedzielę zorganizował  „Miyszani  owiec”,  czyli  tradycyjny spęd owiec na hale.

Miyszani owiec, to spęd owiec na hale, który ma miejsce najczęściej na początku maja. Owce pozostaną na halach do jesieni, tradycyjnie aż do Michała (29 września). W niedzielę, podczas imprezy zorganizowanej przez Henryka Kukuczkę, owce wypuszczono na hale Stecówki, przysiółku Istebnej.

Impreza rozpoczęła się poświęceniem stada przez proboszcza Parafii Matki Bożej Fatimskiej na Stecówce, ks. Jacka Wójcika. Oprócz tego owce zostały tradycyjnie "odymione". - Odymić owce trzeba, bo jak wszystkie są odymione, to wiadomo że są z jednego stada. Jeśliby któryś baca chciał paść owce na Stecówce, musiałby je tu dzisiaj przyprowadzić - tłumaczy jeden z organizatorów.

Nazwa mieszani wzięła się stąd, że jeszcze w zamierzchłych czasach, właściciele owiec jednego dnia przyprowadzali owce do bacy, który od wiosny do jesieni wypasał je na halach. - To był bardzo szczegółowy, ale prosty system.  Każdy  dostawał  taki  procent  wyrobów,  ile  dał  owiec  -  tłumaczy  Jan  Sztefek z Gromady Górali na Śląsku Cieszyńskim.

W dziewiętnastym wieku na beskidzkich halach pasło się tysiące owiec. - Później stada szczuplały, głównie przez dekret Habsburgów z 1860 roku, który zakładał likwidację szałaśnictwa i zalesianie Beskidów. Od tego czasu górale, czasem nawet w konspiracji próbowali zakładać szałasy -  mówi  Zbigniew  Wałach z zespołu Wałasi.

Obecnie w górach Beskidu Śląskiego istnieją dwa duże stada owiec - w Koniakowie i właśnie na Stecówce. Niedzielne "miyszani" było okazją do zaznajomienia się z tradycją ale także do zaobserwowania jak wypas owiec wygląda obecnie. A wszystko przy muzyce zespołów regionalnych Jetelinka i Wałasi. Nie zabrakło też poczęstunku - goście mogli spróbować świeżych i dojrzałych serów owczych.

 

ZOBACZ ZDJĘCIA